"Przełęcz ocalonych", najnowszy film Mela Gibsona, to absolutnie niezwykłe dzieło. W meritum dotyka tego, co najważniejsze, a równocześnie tak bardzo dla nas nienamacalna, może czasem niemożliwe do spełnienia. Siedząc w kinie i z zainteresowaniem śledząc losy głównego bohatera, którego postać została utkana na kanwie życiorysu amerykańskiego żołnierza Desmonda Dossa, z dumą myślałam, że można i warto (a nawet trzeba) właśnie tak... - właśnie tak żyć, właśnie tak być wiernym swoim ideałom, właśnie tak bronić swoich wartości. Że ich nie wolno się wyrzec, ani wymienić na cokolwiek innego, ani rozmienić na drobne. Bo to dzięki nim jesteśmy kim jesteśmy. Dylemat Dossa ze skraju urwiska: "czego chcesz ode mnie, Panie?... nie rozumiem... nie słyszę Cię...", oraz takie, a inne jego decyzje, to drugie (ważniejsze) dno tego wojennego filmu.
Ścieżkę muzyczną "Przełęczy" dopełniała mi zapamiętana przed laty melodia utworu "Miejcie nadzieję" (słowa: Adam Asnyk, muzyka: Zbigniew Preisner, wykonanie: Jacek Wójcicki - tutaj), a szczególnie jeden jego fragment:
